Partyzancki „inkubator”. Sierpień 1944/2017

Dzień 5 sierpnia przypadał w 1944 r. w sobotę. Władysław Gołembiowski „Żak” zapisał 73 lata temu pod tą datą następującą notatkę w swoim dzienniku: Wymarsz o 8.30 z Tymbarku. Ucieczka przed zbliżającymi się strzałami. Około 9.30 przybywamy na kwaterę. Cholerna noc w stodole. Kilka dni później był już partyzantem, a we wrześniu strzelcem I batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Ażeby oddać hołd takim jak on ochotnikom walczącym w podhalańskiej konspiracji SRH 1. PSP AK postanowiło zorganizować w dniach 4–6 sierpnia 2017 r. trzydniowe manewry. Nie były one jednak typowym spotkaniem miłośników rekonstrukcji historycznej, ale przedsięwzięciem mającym na celu ścisłe odwzorowanie partyzanckiego życia – tak pod względem wyposażenia, uzbrojenia i ubioru, jak i funkcjonowania leśnego obozowiska.
Jako pierwszy, już w piątek 4 sierpnia, wyruszył w lasy okalające szczyt Mogielicy patrol mający jeszcze przed nadejściem nocy znaleźć odpowiednie miejsce na partyzancki obóz. W sobotę dołączyła do niego kolejna grupa, na czele z dowódcą oddziału, która marszem ubezpieczonym ruszyła w rejon, gdzie planowano zbudować tymczasowe obozowisko. Już sam kilkukilometrowy „spacer” po górskich ścieżkach – z wypchanymi po brzegi jedzeniem, kocami i narzędziami plecakami oraz dźwiganymi w rękach kotłami, płachtami namiotowymi i bronią – nie należał do łatwych. Kilkugodzinna droga w pyle i upale była bowiem dopiero początkiem tego, co miało czekać „partyzantów”. Kiedy bowiem obydwie grupy wreszcie się spotkały trzeba było zbudować leśne obozowisko – z drewnianych żerdzi, brezentu i niemieckich celt powstały dwa prowizoryczne szałasy, obok których wybudowano kuchnię polową z obłożonymi kamieniami paleniskiem. O ile prace ciesielskie nie trwały długo, mimo potrzeby wystawienia warty (która zmieniała się co 1,5 godziny) i dozorowania całości obozowiska, to przygotowanie prostego ciepłego posiłku zajęło tego dnia ponad dwie godziny! Uzmysłowiło to wszystkim jak trudne i absorbujące były codzienne obowiązki żołnierzy AK – a przecież obok zabezpieczania obozu i gotowania trzeba było też wychodzić „na akcje” i brać udział w szkoleniach. To pierwsze dla młodych ochotników takich jak „Żak” było esencją działalności podziemnej, natomiast to drugie nie mogło budzić entuzjazmu. Zdecydowaliśmy się jednak odtworzyć także tę „obozową nudę”. Była więc po obiedzie pogadanka na tematy historyczno-polityczne odnosząca się do odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. i „cudu nad Wisłą” podczas wojny polsko-bolszewickiej, którą oparto na treści przedwojennego podręcznika historii. Wywiązała się też dyskusja na temat dziejów OP AK „Wilk” i działań partyzanckich nad Szczawą i Słopnicami. Później zaś odbyły się wieczorne zajęcia z bronioznawstwa, podczas których składano i rozkładano oraz poznawano zasady działania wszystkich znajdujących się w oddziale typów broni. Po zapadnięciu zmroku i rozdzieleniu nocnych wart wszyscy udali się na spoczynek. Jak się okazuje po ciepłym dniu niekoniecznie następują ciepłe noce, a gruba warstwa cetyny, koce, płaszcze, a nawet amerykańskie śpiwory nie zawsze w pełni chronią przed chłodem... „Inkubator” zakończył się w niedzielę. Po porannej toalecie w strumieniu, śniadaniu (jajecznica z 50 jaj!) i rozebraniu szałasów cały oddział udał się w równie trudną i wymagającą drogę powrotną, której pokonanie wymagało od wszystkich uczestników manewrów sięgnięcia do ostatnich rezerw fizycznych i psychicznych. Były to z pewnością niezapomniane trzy dni, które pokazały nam jak ciężkie było „leśne życie” i jak wiele jeszcze musimy się na jego temat nauczyć. Prawdziwa lekcja pokory i nasz hołd oddany żołnierzom 1. PSP AK.
Reset Cookies